Mieli wyskoczyć z balonu na wysokości 12 km. Plany popsuła pogoda

Pięcioosobowy zespół – trzech spadochroniarzy i dwóch pilotów miał w sobotę w Makowie Mazowieckim pobić rekord Europy w wysokości grupowego skoku ze spadochronem z balonu. Plany pokrzyżowała pogoda. Spadochroniarze mieli wyskoczyć na pułapie 11-12 tysięcy metrów. Kolejną próbę bicia rekordu skoczkowie podejmą w grudniu.

Baumgartner pobił trzy rekordy świata

zobacz więcej

– Niestety, dzisiejszą próbę bicia rekordu pokrzyżowała pogodna, przede wszystkim silny wiatr. Kolejną próbę zespół podejmie w przyszłym miesiącu – między 1-12 grudnia – powiedział tvp.info Tomasz Zmorzyński, rzecznik prasowy firmy Termo Organika, głównego sponsora.

W sobotę skoczkowie planowali wzbijać się trzy godziny w otwartym koszu balonowym, bez żadnej kapsuły chroniącej zespół przed niskim ciśnieniem czy skrajnie niską temperaturą.

– Staniemy na rampie zwróceni tyłem do czeluści, złapiemy się i na odpowiedni sygnał oderwiemy się od kosza balonu, kładąc się na powietrzu. Jeżeli chodzi o sam skok, to jest technicznie najtrudniejszy element, ponieważ w odróżnieniu do skoku z samolotu nie ma tzw. strug, czyli skaczemy w próżnię – mówił przed planowaną próbą Tomasz Witkowski, uczestnik projektu Polska Stratosfera.

Skoczkowie wspólnie mieli spadać przez około trzy minuty do wysokości blisko 1,5 tys. metrów. Następnie mieli się rozłączyć, by otworzyć spadochrony i bezpiecznie wylądować na ziemi. Jak mówił Tomasz Witkowski, duże wyzwanie czeka jednak przede wszystkim pilotów.

– Kiedy wyskoczymy z kosza, to zaczyna się dla nas zabawa, którą my znamy. Ale piloci będą musieli wylądować balonem, który będzie w tym momencie niedociążony, ponieważ już nas tam nie będzie. Zwykle tymi dużymi balonami ląduje się z pełnym obciążeniem – podkreślał Witkowski.


Prezes Google'a pobił rekord Baumgartnera. Skoczył z 41 km i przekroczył prędkość dźwięku

źródło:
Zobacz więcej