Tu-154 miał system ostrzegania. Nie zadziałał?

bwa, zbyt publikacja: 15.04.2010 aktualizacja: 13:29 wyślijdrukuj
Jeśli system wczesnego ostrzegania działał do katastrofy samolotu prezydenckiego nie powinno dojść

Jeśli TAWS – urządzenie ostrzegające pilotów przed przeszkodami i nadmiernym zbliżeniem się do ziemi, w które wyposażony był prezydencki Tupolew działało poprawnie, nie powinno dojść do katastrofy, chyba że mapa okolic lotniska pod Smoleńskiem była niedokładna. – Żaden pilot nie zbagatelizowałby takiego ostrzeżenia niezależnie od nacisków, jakim byłby poddawany czy warunkom pogodowym – mówi amerykański ekspert od katastrof lotniczych John Cox w rozmowie z „USA Today".

Według Johna Coxa, jeśli system działał poprawnie, byłby to pierwszy wypadek wyposażonego w niego samolotu od 20 lat. I ten właśnie fakt „stawia więcej pytań niż odpowiedzi".

– Naprawdę chciałbym wiedzieć, co działo się na pokładzie, ponieważ niezależnie od tego, pod jaką presją byli piloci i z jakimi warunkami pogodowymi mieli do czynienia, nigdy żaden pilot nie zignorował ostrzeżenia TAWS. Czym różnił się ten samolot, że stało się inaczej? – pyta Cox.

TAWS – to specjalny system komputerowy, zawierający skomputeryzowane mapy świata, który ostrzega pilotów za każdym razem, gdy za bardzo zbliżą się do szczytu, wieży radiowej lub innej przeszkody, a także w przypadku zbyt małej odległości do ziemi.

Gdy pilot niebezpiecznie zbliża się do takiej przeszkody albo leci zbyt nisko, w słuchawkach rozlega się alarm i polecenie – ciągnij w górę. Syrena rozlega się także, gdy system wykryje, że samolot zaczął zbyt wcześnie schodzić do lądowania i grozi mu rozbicie się przed pasem startowym.

Ponieważ najwięcej katastrof zdarza się właśnie podczas lądowania, system montowany jest w samolotach pasażerskich od 1990 roku i jak do tej pory sprawdzał się doskonale. Wypadki, których przyczyną było np. zahaczenie o jakiś maszt lub zbyt niski lot, jeśli TAWS działa poprawnie, już się nie zdarzają. Obecnie jedynie 5 proc. maszyn nie jest w niego wyposażonych.

TAWS zainstalowano także w polskich rządowych Tu-154. System powinien uruchomić alarm na długo przed uderzeniem prezydenckiego samolotu w antenę przed smoleńskim lotniskiem, dzięki czemu załoga miałaby czas, by podnieść samolot i przelecieć nad przeszkodą.

Istnieje jednak powód, dla którego system mógł „nie zauważyć” przeszkody. – Mapy USA i innych krajów rozwiniętych są bardzo dokładne, ale istnieją białe plamy na mapach takich krajów jak Rosja i krajów rozwijających się – wyjaśnia Bill Voss, prezes organizacji Fundacji Bezpieczeństwa Lotów (Flight Safety Foundation). Jego zdaniem mapa okolic lotniska pod Smoleńskiem prawdopodobnie była niedokładna.

Ani rosyjscy, ani polscy śledczy badający sprawę katastrofy pod Smoleńskiem nie wspominają jednak o systemie TAWS. Nie wiadomo też, czy z zapisu czarnych skrzynek udało się uzyskać informację o aktywności urządzenia.
USA Today

Wybrane dla Ciebie