Przylądek Horn zdobyty. Teraz Cieśnina Magellana

(graf. tvp.info)

Owiany złą sławą przylądek Horn opłynięty. Żeglarze „Selmy” mogę zaliczyć się więc zaliczyć do elitarnego klubu „Cape Hornowców”. W zmaganiach śmiałkom sprzyja pogoda. Wiatr jest lekki, a fala łagodna. Patronat nad wyprawą ma portal tvp.info.

Trzy dni po wylądowaniu w stolicy Argentyny, Buenos Aires, załoga „Selma Expeditions” opłynęła przylądek Horn. To ważna, ale tylko wstępna część wielkiego żeglarskiego projektu. Śmiałkowie chcą dopłynąć aż na Morze Rossa przy Antarktydzie. Przed żeglarzami jeszcze około 33 tys. kilometrów podróży

CZYTAJ TAKŻE: Polacy płyną na koniec świata

Aby dotrzeć w pobliże słynnego przylądka w korzystnym „oknie pogodowym” kapitan Kuźniar zdecydował się także na żeglowanie nocą – co w labiryncie wysepek porozrzucanych na krańcu Ameryki Południowej wymagało precyzyjnej nawigacji.

Latarnik na przylądku Horn

Wyspa Horn (Isla Hornos) przywitała żeglarzy dwoma charakterystycznymi kamiennymi szpicami przypominającymi wieże kościelne. W momencie dopływania w pobliże wysokiego na ponad 420 metrów, poszarpanego szczytu przylądku Horn, wiatr wyraźnie osłabł i znane z tylu ponurych opowieści miejsce przywitało żeglarzy niezwykłym spokojem.

Gospodarzem wyspy zarządzanej przez Marynarkę Wojenną Chile jest obecnie sierżant Andres Valenzuelo, latarnik na przylądku Horn. Latarnik i jego rodzina są jedynymi stałymi mieszkańcami wyspy i bywa, że miesiącami nie widują nikogo innego.

– Dzisiaj rzeczywiście pogoda łaskawa, ale bywają tu wiatry po 280 km/h. Czasami czujemy się trochę samotni na końcu świata, ale zobaczcie nie musimy nigdzie jechać, bo tak jak wy - odwiedzają nas żeglarze z całego świata – mówił latarnik.

Dalszy kierunek planowanej żeglugi to północ - do Cieśniny Magellana. Do mety Etapu Pierwszego Wyprawy – Portu Punta Arenas – jest jeszcze nieco ponad tydzień.

(fot. selmaexpedition)

źródło:
Zobacz więcej