Moda na szycie

Marta Kawczyńska aktualizacja: 13:59 wyślijdrukuj
Moda na szycie wraca do łask (fot. TVP/M.Sochacki)

Kinga nadaje kupionym w second-handach ubraniom drugie życie, Ania organizuje spotkania, na których wraz z innymi pasjonatkami szyje i dzierga, Marchewkowa porzuciła szafiarstwo na rzecz krawiectwa w stylistyce retro, a Róża postanowiła stworzyć tematyczną kawiarnię, w której można napić się kawy, a przy okazji nauczyć się tej nie tak łatwej jakby się wydawało czynności. Moda na domowe szycie powraca do łask.

Po modzie na gotowanie najwyraźniej przyszła moda na szycie. W internecie aż roi się od blogów poświęconych domowemu krawiectwu czy dzierganiu. Ich autorki wyciągają maszyny do szycia, wyszukują ciekawe tkaniny i wykroje, a na blogu dzielą się efektami swojej pracy i poradami jak to zrobić. Niektóre idą o krok dalej, organizują spotkania, na których można nauczyć się szyć, otwierają swoje pracownie lub sklepy internetowe, a nawet kawiarnie, w których oprócz dobrej kawy można coś skrócić, przerobić lub zapisać się na warsztaty.

Spódnica z kurtki, biznes z pasji

Kinga Kulon szyła od dziecka. – Na początku podpatrywałam swoje babcie i sąsiadkę, która była krawcową. Napatrzyłam się na to jak przerabiają rzeczy. Babcia potrafiła z niepotrzebnej już zasłony zrobić fartuch, a z fartucha rękawicę. Ja sama zaczynałam od szycia dla siebie i moich bliskich i przyjaciółek – mówi. Przyznaje, że do dziś rzadko zdarza jej się kupować nowe tkaniny. Głównie przerabia.

Przeróbkami zajmuje się również jej pracownia „Drugie Szycie”. – Ubrań do przeróbek szukam głównie w second-handach lub dostaję od znajomych. Wybieram zazwyczaj te, które zwracają uwagę ciekawą tkaniną i choć ich krój często jest niemodny, stanowią dla mnie fajną inspirację i stają się bazą do powstania nowego produktu. Często bywa tak, że patrzę na kurtkę i już wiem, co z niej powstanie. Wracam do pracowni, pruję, tnę, zszywam na nowo i mam nową spódnicę. Nie ogołacam danej rzeczy do zera, zawsze staram się zostawić jakiś charakterystyczny dla niej element – mówi Kinga – kieszeń, zapięcie, suwak.

Kinga skończyła Wydział Rzeźby na ASP w Warszawie. Zawodowo zajmowała się scenografią, kostiumami, ale to jej nie wystarczało. – Realizując te duże zlecenia i projekty, czułam, że jestem zależna od czyjegoś pomysłu, wizji, a coraz bardziej czułam potrzebę robienia czegoś całkowicie swojego. W pewnym momencie zrozumiałam, że może warto pasję do szycia przerobić na biznes – opowiada Kinga.

Dwa lata temu złożyła w urzędzie wniosek o dotację. Udało się. Dziś jej pracownia „Drugie Szycie” działa dosyć prężnie, a Kinga powoli myśli o tym żeby zatrudnić kogoś do pomocy. – Szycie dla przyjaciół i rodziny zamieniłam na moją pracę. Na początku nie do końca byłam pewna powodzenia tego pomysłu, ale eksperyment się udał i teraz jestem bardzo zadowolona z mojej pracy – mówi z uśmiechem.

W jej pracowni oprócz przerabianych ubrań powstają torby i nerki. Lubi szyć na zamówienie tak, aby to, co tworzy było idealnie dopasowane do potrzeb klienta. – Widzę, że coraz więcej osób szuka rzeczy, które są unikatowe. Owszem, moda na szycie powraca. Jeżeli nawet ktoś sam tego nie robi, to chętnie kupuje takie uszyte w jednym egzemplarzu ubrania czy dodatki. Szyjąc rzeczy z rzeczy dbam też o środowisko, to mój mały wkład w ekologię, taka moja cegiełka do zmniejszenia nadprodukcji dóbr na świecie – dodaje Kinga.
Ania Rasińska organizuje "Warszawski Udzierg ze Współszyciem" (fot. M.Sochacki)
Sieciówki omijam szerokim łukiem

Kinga pierwszą maszynę dostała od babci na 18. urodziny, a na potrzeby firmy kupiła kolejną, nową maszynę i overlock. Ania Rasińska, autorka bloga „aeR Made” przygodę z szyciem zaczynała na maszynie swojej mamy. – Mój chłopak miał dosyć mojego marudzenia, że nie mam własnej maszyny i w końcu kupił mi ją w prezencie. Drugą – starego Łucznika – dostałam od jego babci. Moje maszyny mają imiona: ta od chłopaka to Matylda, ta od jego babci to Mikołaj – mówi Ania.

Zanim jednak przekonała się do maszyny, szydełkowała i robiła na drutach. – To wychodziło mi zdecydowanie lepiej, niż szycie. Moja mama zawsze szyła, w domu była maszyna, a moja babcia była modystką i robiła kapelusze. Stukot maszyny towarzyszył mi od zawsze. Próbowałam podkradać mamie ścinki materiałów, nici i robić coś swojego, ale nie miałam do tego cierpliwości. Dopiero po latach postanowiłam wrócić do szycia. Interesuję się fantastyką i wybierałam się na konwent gier terenowych na Orkon. Z pomocą mamy uszyłam sobie z tej okazji piękną, średniowieczną suknię i tak krok po kroku przekonywałam się do maszyny i szycia – opowiada Ania.

Dziś oprócz dziergania i szycia, prowadzi też bloga i organizuje „Warszawski Udzierg Towarzyski ze Współszyciem”. – Bloga założyłam po to, by dokumentować co udało mi się zrobić. Fizycznie większość z tych rzeczy trafia do moich znajomych czy rodziny. Spotkania organizuję po to, aby osoby, które blogują i interesują się szyciem albo tylko szyją mogły się spotkać w jednym miejscu, porozmawiać, wspólnie spędzić czas, uszyć coś i wymienić się swoim doświadczeniem – wyjaśnia Ania.

Spotkania w ramach „Udziergu” są darmowe, przestrzeni do ich organizowania użycza jedno z warszawskich biur co-workingowych. Ania, podobnie jak Kinga uważa, że moda na szycie pojawiła się z potrzeby posiadania czegoś wyjątkowego, niepowtarzalnego, a przede wszystkim dopasowanego do sylwetek prawdziwych ludzi i dobrego jakościowo. – To, co mamy na sklepowych półkach to porażka. Ubrania są szyte na wieszaki, nie na prawdziwych ludzi, a coraz częściej chcemy mieć rzeczy dobrej jakości, takie, które nie zniszczą się po pierwszym praniu – wyjaśnia Ania.

I dodaje, że dziś szerokim łukiem omija sieciówki, ale do sklepów z materiałami czy włóczkami też stara się zaglądać od czasu do czasu, bo nigdy nie wychodzi z nich z pustymi rękoma, a miejsca w domu, w którym może je trzymać ma coraz mniej. – Oczywiście nie jest to tanie hobby, bo materiały i włóczki potrafią kosztować fortunę, ale myślę, że warto wydać te pieniądze i poświęcić trochę czasu by mieć sukienkę, czy sweter jedyny w swoim rodzaju – dodaje Anna.
Kinga Kulon właścicielka pracowni "Drugie szycie" (fot. M.Sochacki)
Tania maszyna okazała się najlepsza

Na polskim rynku pojawia się coraz więcej gazet z wykrojami i instrukcjami jak uszyć i udziergać. Blogerki czujnym okiem przyglądają się temu, co pojawia się na rynku. Często dzielą się swoimi uwagami z czytelniczkami, doradzają, odradzają. „Tylko nie bierzcie się za szycie sukienki z lutowej >>Burdy<<. Właśnie zrobiłam jej próbkę. Konstrukcja tego wykroju (a szczególnie rękawów) głowę urywa. Niewielki ruch ręką sprawia, że cały przód się ciągnie. Widać to już na modelce, ale w rzeczywistości jest jeszcze gorzej” – taki wpis można znaleźć na stronie blogerki J. na Leśno-Marchewkowej.

Justyna Zawiejska, jego autorka, z szafiarki, która chciała prezentować modne ubrania, „przebranżowiła” się na blogerkę zajmującą się szyciem. – Na początku 2009 roku założyłam bloga, na którym zamierzałam prezentować wykonywaną przez mnie grafikę. Jednak pod wpływem istniejących już wtedy blogów szafiarskich przekształcił się on w stronę poświęconą mojemu ubiorowi oraz modzie lat 50. i 60. ubiegłego wieku. Prezentowaną na sobie odzież wyszukiwałam przede wszystkim w lumpeksach. Dopiero półtora roku później zdecydowałam o zamieszczaniu na blogu świeżo uszytych rzeczy – spódnicy oraz sukienki. Wiązało się to z wieloma obawami, w końcu z krawiectwem nie miałam za wiele wspólnego, jako dziecko szyłam własne maskotki, jednak od tamtego czasu minęło kilkanaście lat. Na szczęście wpisy zostały przyjęte z dużym entuzjazmem, więc już bez wahania mogłam poświęcić się krawieckiej pasji. A więc śmiało mogę przyznać, że obecną formę bloga zawdzięczam moim czytelnikom – mówi Justyna.

Jej pomysł na szycie to ubrania w stylu retro. – Do tej pory każdy uszyty model jest prezentowany zarówno na manekinie, jak i na mnie w konkretnym, dokładnie opisanym zestawieniu – mówi Justyna. Najbardziej dumna jest z wykonanych przez siebie płaszczy. – Krawiectwo ciężkie, czyli odzież wierzchnia z podszewką może być krawiectwem domowym i nie wymaga specjalistycznych. To zwykle najtrudniejsze modele, z którymi mam do czynienia. Ich trudność polega przede wszystkim na pracochłonności. Zdarza się, że płaszcz szyję przez rok – wyjaśnia. Sporym wyzwaniem było też dla niej uszycie koronkowej sukienki do ślubu cywilnego dla przyjaciółki.

Projekty powstają na maszynie kupionej w jednym z dyskontów. – Tania maszyna okazała się niezastąpiona i jest wierną towarzyszką moich krawieckich przygód. Oczywiście na stanie mojego rodzinnego domu znajduje się bardzo stara maszyna marki Łucznik. Nadal jest w użyciu – mówi Justyna.

Podobnie jak Ania i Kinga uważa, że domowe krawiectwo jest droższe, ale wiele zależy od tego, co i z czego szyjemy. – Najwięcej jesteśmy w stanie zaoszczędzić na szytych w domu wełnianych płaszczach (również tych bardzo grubych, zimowych) i żakietach. I mowa tu nawet o kilkuset złotych. Stracimy za to na dzianinie szczególnie bawełnianym czy wiskozowym dżerseju, z której gotowa odzież w sieciówkach kosztuje grosze – tłumaczy Justyna.

Przyznaje, że wybór materiałów w Polsce jest wciąż niewielki. – Większość dostępnych u nas materiałów pochodzi z importu: Chiny, Włochy, a nasza rodzima produkcja jest praktycznie niedostępna. Bardzo skromny asortyment sklepów stacjonarnych sprawia, że zaopatruję się przede wszystkim na aukcjach internetowych. Ostatnio jestem zafascynowana firmą, która zadrukowuje tkaniny bawełniane wzorami wykonanymi przez klienta. To zdecydowanie poszerza możliwości naszych rodzimych krawców – mówi Justyna.
Maszyna w miejskiej przestrzeni

Moda na szycie podobnie jak kilka lat temu moda na gotowanie w szybkim tempie opanowuje nie tylko internet, ale również miejską przestrzeń. We Wrocławiu działa kawiarnia „Róża Rozpruwacz” gdzie można nie tylko napić się kawy, ale również wziąć udział w warsztatach szycia, wynająć maszynę lub naprawić odzież.

– „Rozpruwacz” powstał przede wszystkim jako realizacja hobby. Po skończonych studiach miałam dwa wyjścia: szukać pierwszej lepszej pracy lub zrobić coś własnego. Z wszystkich rzeczy, które wtedy robiłam, szycie wydało się najbardziej realne – mówi właścicielka kawiarni Róża Matyja.

Inspiracją do powstania tego miejsca był francuski pierwowzór, już nieistniejący Sweatshop. Róża zaczęła szukać finansowania przedsięwzięcia i po dwóch latach udało się. – Moda na szycie jest coraz większa, wstrzeliliśmy się tuż przed wielkim bumem i teraz z radością przyglądam się nowo powstającym miejscom– opowiada właścicielka „Rozpruwacza”. Podobne miejsca działają już w Poznaniu, Krakowie i w Gdańsku.

Renesans przeżywają również fabryki maszyn do szycia. – Wzrost sprzedaży maszyn obserwujemy już od jakiegoś czasu. Dużo osób decyduje się na zakup maszyn prostych w obsłudze, które kosztują ok. 250-300 zł, ale i te zaawansowane, z funkcjami takimi jak haftowanie liter czy wzorów również mają swoich zwolenników – mówi Remigiusz Chrzanowski, wiceprezes zarządu firmy Łucznik.

Wybrane dla Ciebie