Survival pod okiem komandosów GROM

Zawody GROM Challenge wzorowane są na teście dla kandydatów do formacji specjalnej GROM (fot. PAP/Artur Reszko)

20-kilometrową trasę m.in. przez bagno i tunelami w ziemi przygotowali byli żołnierze jednostki GROM w Czerwonym Borze, gdzie odbył się pierwszy bieg Grom Challange. Najlepsi pokonali ją w ciągu niecałych dwóch godzin. Mają szansę dołączyć do komandosów.

Umiejętnościom uczestników przyglądali się byli komandosi. – Najważniejsza jest praca zespołowa. To ona liczy się w siłach specjalnych, a nie indywidualność. I o to nam tutaj chodzi – mówił do uczestników sędzia główny zawodów Witold Łabajczyk.

Startowało 11 dwuosobowych drużyn, m.in. żołnierzy, strażaków, ochroniarzy. Uczestnicy musieli pokonać tor przeszkód, przebiec przez leśne tereny na pofałdowanym terenie, przeprawić się przez bagno, poradzić sobie na podbiegach i zbiegach w żwirowni. Mieli też na trasie wypełnić określone zadanie; wszystko z plecakami, z racjami wody i napojów izotonicznych.

Najlepsi okazali się żołnierze 12. Brygady Zmechanizowanej w Szczecinie: Rafał Wójcik i Wojciech Bobrowski. Uzyskali czas – jedna godzina, 57 minut i 19 sekund. Przed biegiem mówili, że szanują każdy sport, uprawiają wielobój, dlatego z respektem podchodzą do biegu. Trasę ocenili na urozmaiconą i wymagającą, ale – jak dodali – spodziewali się, że poza torem przeszkód na trasie będzie więcej zadań i trudności. Po biegu nawet nie wyglądali na zmęczonych.

Rafał Wójcik to utytułowany biegacz, olimpijczyk. – Lekko nie było - powiedział jednak Wojciech Bobrowski, który podczas biegu dostał zadanie przetransportowania rannego. Przez około stumetrowy odcinek niósł pod górkę Wójcika, kolegę z teamu. Na dodatek wypadła im butelka z plecaka, którą musieli podnieść.

Umiejętności chciały także sprawdzić dwie panie, m.in. 18-letnia harcerka Natalia Rudnik ze 125. Warszawskiej Drużyny Wędrowniczej z grupy ratownictwa ogólnego i medycznego. Jak powiedziała, z wojskiem wiąże swoją przyszłość; to jej pasja i udział w takim biegu to okazja do sprawdzenia swoich możliwości. Nie przygotowywała się do niego w specjalny sposób, bo o możliwości startu dowiedziała się dwa dni temu.

Zosia z Warszawy biegła z mężem Pawłem. – Dawaj, dawaj, nie zatrzymuj się, dajesz radę – słyszała słowa dopingu, gdy wisiała na linie nad rowem z wodą. Miała trudność z pokonaniem tej przeszkody. Nie dała rady, wpadła do wody. Ponieważ w ocenie bardzo liczyła się współpraca w parze i wzajemna pomoc, mąż pokonał przeszkodę za nią i mogli kontynuować bieg. Dlaczego bierze udział w takich zawodach? Bo to „wymagająca pasja” i „antidotum na napompowane, miejskie życie, kontakt z fizyczną rzeczywistością, której na co dzień brakuje”.

Swoje możliwości sprawdzał też Kamil Bartoszewicz. W przyszłym roku przymierza się do startu w triathlonie. W podobnych zawodach brał udział wiele razy. Pływanie, trening wydolnościowy, bieganie, nurkowanie, skoki spadochronowe, to go interesuje. Na co dzień jest handlowcem. – Cały tydzień w samochodzie, więc to bieganie to urozmaicenie. Cały czas trzeba ćwiczyć – mówił.

Wielu uczestników czuło respekt przed „kretem”, czyli czołganiem się w wąskim tunelu pod ziemią, pokonaniem tunelu ze ściśle przylegających do siebie opon oraz wejściem pod ziemią do piramidy z różnej wielkości opon. Czołganie jak najbliżej ziemi, slalomy, podbiegi, pokonywanie przeszkód – płotków, rowu z wodą – traktowali bez emocji.

Na trasie trzeba było m.in. pokonać bagno; brązowa woda zakrywała uczestnikom całe uda. Trudno było wyczuć dno. Wchodząc do wody, twardziele nie narzekali, że zimna. Po wyjściu musieli jeszcze pokonać grzęzawiska na łące. Tam nie dało się biec, trzeba było iść i pilnować, by nie pogubić się na trasie. Liczył się czas, ale za niewłaściwe wykonanie zadań były punkty karne, czyli doliczone dodatkowe minuty.

Czy ktoś z uczestników biegu zostanie zauważony i otrzyma propozycje wstąpienia do GROM, nie wiadomo. – Przyglądamy się nie tylko temu biegowi, ale również Związkowi Harcerstwa Polskiego, organizacjom strzeleckim, bo także spośród nich mamy u nas żołnierzy – powiedział dowódca GROM płk Piotr Gąstał. Dodał, że jest szansa, że komuś z najlepszych uczestników biegu GROM zaproponuje udział w prawdziwej selekcji do jednostki. – Żeby dostać się do GROM, trzeba chcieć – powiedział. – Trzeba być otwartym, innowacyjnym. Nie wystarczy siła fizyczna, trzeba mieć naprawdę otwarta głowę – podkreślił i dodał, że GROM szuka obecnie operatorów zespołów bojowych.

Bieg rozegrano na dawnym poligonie wojskowym w Czerwonym Borze, na którym ćwiczyła też jednostka GROM. Działa tu ośrodek szkoleniowy prowadzony przez byłych żołnierzy GROM pracujących w firmie GROM Group.

fot.
Bieg GROM Challenge odbył się po raz pierwszy (fot. PAP/Artur Reszko)

źródło:

Zobacz więcej