Detektywi też się mylą

aktualizacja: 17:30 wyślijdrukuj
fot
Dror A. Mishani (fot. Yanay Yechiel)

– Przez wiele lat kryminały były odrzucane przez izraelski literacki establishment. Np. nie ukazało się pierwsze w historii tłumaczenie książki o Sherlocku Holmesie na hebrajski. Powstało ono w latach 20. XX w. w Warszawie, gdzie był bardzo silny żydowski ośrodek literacki – mówi w rozmowie z Beatą Zatońską Dror A. Mishani, autor bestsellerowej powieści kryminalnej pt. „Chłopiec, który zaginął”. Właśnie ukazało się polskie tłumaczenie pierwszej książki z serii, w której występuje inspektor Awraham Awraham z przedmieścia Tel Awiwu.

Kiedy postanowił pan zostać autorem powieści kryminalnych?

Pisałem doktorat o historii powieści kryminalnej. Na uniwersytecie w Tel Awiwie prowadziłem zajęcia z tej dziedziny. Przeczytałem chyba prawie wszystkie warte uwagi światowe kryminały. W trakcie pisania pracy naukowej przekonałem się, że to nie jest moja ulubiona forma twórczości. Byłem tym znudzony. W nauce każde zdanie musi być prawdziwe, nie ma miejsca na fantazję. Pomyślałem, że najchętniej napisałbym swój własny kryminał. Uświadomiłem sobie też, że choć na świecie powieści detektywistyczne zaczęły powstawać w latach czterdziestych XIX w., to nikt nie napisał kryminału po hebrajsku.

To nie dawało mi spokoju. Zacząłem się zastanawiać, czy możliwe jest napisanie dobrego kryminału po hebrajsku. W końcu postanowiłem dać sobie szansę. Moja rodzina i ja pojechaliśmy na kilka lat do Cambridge, miałem tam skończyć pisanie doktoratu. Siedziałem więc na poddaszu i zamiast zajmować się istotnymi sprawami, pisałem moją powieść kryminalną.

Ma pan swojego ulubionego, powieściowego detektywa? Czy jest on podobny do Awiego Awrahama z pana powieści?

Mam kilku ulubieńców. Np. komisarza Maigret, którego stworzył Georges Simenon. Kiedyś lubiłem czytać kryminały – Artura Conan Doyla, Agaty Christie. Nie było tego wiele, bo kryminały na hebrajski nie są często tłumaczone. Potem przestałem, zająłem się na poważnie literaturą hebrajską. Wróciłem do kryminałów, gdy pojechałem na stypendium do Paryża. Mieszkałem tam 2 lata i uczyłem się francuskiego. Nauczycielka kazała mi dużo czytać po francusku. I tak trafiłem na powieści Simenona. Przeczytałem wszystkie w oryginalne. Maigret stał się wtedy moim ulubieńcem. Lubię też Martina Becka, oficera wydziału zabójstw w Sztokholmie, o którym pisała szwedzka para Maj Sjöwall i Per Frederik Wahlöö. Bardzo cenię też Kurta Wallandera z powieści Henninga Mankella. Oni wszyscy są dość przeciętnymi ludźmi, mają mnóstwo słabości. Nie są geniuszami. Pewne obszary rzeczywistości są dla nich jakby zablokowane. Awi Awraham, którego powołałem do życia, też jest niepozornym szarakiem, mocno niepewnym siebie. Lubię realistyczne powieści, mocno osadzone w codzienności. Nie interesują mnie błyskotliwe thrillery.
okładka
Znalazł pan odpowiedź, dlaczego w Izraelu nie pisze się kryminałów?

Powodów jest wiele. Np. literatura hebrajska zawsze była mocno patriotyczna. Miała umacniać narodową jedność, syjonizm. Kryminały uznawano za niewiele warte błahostki. W pewnym sensie nadal tak jest, cenieni są pisarze tacy jak Amos Oz i David Grossman, którzy zastanawiają się m.in., co to znaczy być Żydem we współczesnym Izraelu. Kryminały dotyczą spraw bardziej uniwersalnych, natury człowieka i jego otoczenia często w oderwaniu od kwestii narodowościowych. Przez wiele lat kryminały były odrzucane przez izraelski literacki establishment. Np. nie ukazało się pierwsze w historii tłumaczenie książki o Sherlocku Holmesie na hebrajski. Powstało ono w latach 20. XX w. w Warszawie, gdzie był bardzo silny żydowski ośrodek literacki.

Tłumaczono, że naród nie potrzebuje takiej literatury, że ona nic nie wnosi i młodzież niczego się z niej ważnego nie nauczy. Nawet teraz na listach bestsellerów w Izraelu jest niewiele kryminałów. Inaczej niż np. w USA, Niemczech, czy Wielkiej Brytanii. U nas panuje przeświadczenie, że literatura musi być związana z narodowymi sprawami, z polityką, itp. Może też za dużo jest przemocy w Izraelu, panuje ciągłe zagrożenie terroryzmem. Społeczeństwo interesuje inny kaliber wydarzeń – polityka, szpiegostwo, Zniknięcie 16-latka, które jest osią mojej powieści „Chłopiec, który zaginął”, jest uważane za coś niegodnego poważnej gazety. W Wielkiej Brytanii np. ludzie pasjonują się sprawami kryminalnymi i trafiają one do poważnych dzienników.

Wynika z tego, że decydując się na napisanie kryminału po hebrajsku, nie postąpił pan rozsądnie.

Podjąłem ryzyko. Jestem przecież nauczycielem akademickim, redaktorem literackiego dodatku do dziennika „Haaretz”, pracuję też w wydawnictwie. Było więc duże ryzyko, że przejdę na niewłaściwą stronę. Po tym, jak ukazał się „Chłopiec, który zaginął”, ludzie przychodzili do mnie, mówili, że bardzo im się książka podobała, ale radzili mi, bym nie brnął w to dalej, żebym zajął się czymś istotnym.

Planuje pan napisać serię powieści z Awim w roli głównej?

Tak. Już ukazała się w Izraelu druga powieść o nim. Wiem, że będzie także przetłumaczona na polski. Zaraz zabieram się za pisanie trzeciej książki. Od razu wiedziałem, że napiszę serię książek o Awim. Bardzo cenię seryjne powieści detektywistyczne. Prowadzi się bohatera przez wiele, wiele lat i obserwuje, jak się rozwija, zmienia, dojrzewa, a potem starzeje. To dla mnie wielka frajda. Jeśli kogoś polubiłem, tak jak np. Maigreta, to chciałem z nim zostać jak najdłużej. Mam nadzieję, że czytelnicy tak samo będą myśleć o Awim. Mogę obiecać, że będzie coraz lepszym detektywem.

W „Chłopcu, który zaginął” Awi za bardzo koncentruje się na sobie, a za mało na śledztwie. To nie on rozwiązuje tajemnicę, ktoś robi to za niego. Czytelnik jest tak samo ślepy jak Awraham, idzie w ślad za jego tokiem myślenia i umykają mu ważne wydarzenia, ignoruje istotne sygnały, które wysyła rzeczywistość.

Właśnie o to mi chodziło. Chciałem, by czytelnik poczuł, jak mocno kalekie jest nasze postrzeganie rzeczywistości, jak ograniczone jest nasze pole widzenia. Tak jak w życiu, widzimy to, co chcemy. Nie potrafimy dostrzec pewnych rzeczy, nawet jeśli są w zasięgu ręki. Czytelnik często ślepo wierzy powieściowemu detektywowi – Sherlockowi Holmesowi, Herkulesowi Poirotowi. A oni nie zawsze maja rację.
Czy znalazł pan jakieś błędy, które popełniają detektywi w np. powieściach Agaty Christie?

W wielu powieściach tak jest. Mogę to z łatwością udowodnić. Weźmy np. pierwszą powieść Agaty Christie pt. „Tajemnicza historia w Styles” z 1920 r. Bohaterem jest detektyw Herkules Poirot. Rzecz dzieje się w posiadłości Johna Cavendisha. Jego matka zostaje otruta. Cavendish prosi Poirota o pomoc w znalezieniu mordercy. Detektyw wskazuje dwie osoby – młodego męża zamordowanej, Alfreda Inglethorpa i służącą, która miała mu pomagać. Tymczasem nic nie wskazuje na to, że służąca była winna. Wiadomo jednak na pewno, że Poirot bardzo jej nie lubił. Awi, miłośnik kryminalnych powieści, wspomina, że każda z nich może być czytana dwojako. Albo podąża się za powieściowym detektywem, albo prowadzi się śledztwo na własną rękę.

W „Chłopcu, który zaginął” zastanawia się pan, za pośrednictwem jednego z bohaterów nad tym, czym jest pisarstwo.

Chodzi o nauczyciela Ze'eva. Wie pani, że po hebrajsku ze’ev to wilk? Powieść zaczyna się od niego. Od wielu lat wiedziałam, że będę chciał napisać o kimś takim jak on. Zainspirowała mnie prawdziwa historia. Kilka lat temu przeczytałem w gazecie o mężczyźnie, który został skazany przez sąd za pisanie strasznych listów do rodziców, którzy stracili dzieci w atakach terrorystycznych. Mocno zapadło mi to w pamięci. Uświadomiłem sobie, że jest przewrotne podobieństwo między kimś takim jak ten mężczyzna i pisarzem – chodzi przecież o mocne pobudzenie emocji czytelnika, a nawet o zadawanie bólu. Ze’ev to postać bardzo ważna. Podczas warsztatów literackich on i jego nauczyciel z warsztatów literackich zastanawiają się, czy „List do ojca” Franza Kafki to literatura, czy nie. Czy piękno, ból i sztuka są ze sobą nierozerwalnie powiązane.
Chciałem, by czytelnik poczuł, jak mocno kalekie jest nasze postrzeganie rzeczywistości, jak ograniczone jest nasze pole widzenia. Tak jak w życiu, widzimy to, co chcemy.
Dokumentował pan pracę izraelskiej policji?

Pisarze lubią opowiadać o tym, jak przygotowywali się do napisania książki. Jeśli pisali o lekarzach, to chętnie przyznają, że np. przez dwa lata niemal mieszkali w szpitalu, żeby wszystko potem jak najdokładniej opisać. Najlepszym przygotowaniem było dla mnie napisanie doktoratu z historii kryminałów. W Awim znalazły odbicie sylwetki co najmniej kilku detektywów, którzy wzbudzili mój podziw. Zajrzałem jednak kilka razy na posterunek policji. Pomogła mi w tym moja kuzynka, która jest policjantką. Najbardziej interesowała mnie atmosfera, jak tam panuje, gdzie policjanci jedzą posiłki, jak się do siebie odnoszą, czy pracują po godzinach, itp.

Polityka i kwestie społeczne delikatnie wślizgują się do powieści. Pokazuje pan zwykłe życie zwykłych ludzi na przedmieściach dużego miasta.

Dla mnie cała powieść w pewnym sensie jest polityczna. Nie opowiada oczywiście o konflikcie izraelsko-palestyńskim, ale wszystko, co dzieje się w Izraelu ma wymiar polityczny. Zaginiony 16-latek pochodzi z sefardyjskiej rodziny, tak samo jak Awi. Rzecz dzieje się w Cholon, na przedmieściach Tel Awiwu, w miejscu, którym nikt nie zawraca sobie głowy. Pokazuję, że ta sprawa jest odsuwana na dalszy plan, ponieważ w centrum zainteresowania są zawsze kwestie polityczne. Policjanci są gorszą grupą zawodową od np. służby bezpieczeństwa. Może to też powoduje, że kryminały nie są popularne w Izraelu. W policji jest więcej Sefardyjczyków, a w Mosadzie – Aszkenazyjczyków, czyli grupy lepiej postrzeganej. W Izraelu pytano mnie wprost, dlaczego Awi jest Sefardyjczykiem i dlaczego umiejscowiłem akcję w tak nieciekawym miejscu, jak Cholon. Izraelscy pisarze chętnie opowiadają o Tel Awiwie i Jerozolimie. Ja wolałem wybrać miejsce, które znam, skąd pochodzę. W drugiej powieści sprawy społeczne są mocniej obecne. Awni zajmuje się emigrantami.

Rozmawiała Beata Zatońska

Dror A. Mishani, literaturoznawca, autor powieści kryminalnych. „Chłopiec, który zaginął” jest jego debiutem literackim. Powieść stała się bestsellerem, została przetłumaczona na wiele języków. Prawa do cyklu o Awim Awrahamie kupiło kilkunastu wydawców z całego świata. Powieść zyskała nominację do Złotego Sztyletu (The Gold Dagger Award) – brytyjskiej nagrody przyznawanej corocznie przez Stowarzyszenie Pisarzy Literatury Kryminalnej.
Dla mnie cała powieść w pewnym sensie jest polityczna. Nie opowiada oczywiście o konflikcie izraelsko-palestyńskim, ale wszystko, co dzieje się w Izraelu ma wymiar polityczny.

Wybrane dla Ciebie